Dzisiaj jest czwartek, 21 Wrz 2017
Patron naszej parafii

    Święty Wojciech posiada dwa imiona: w Polsce jest znany pod imieniem Wojciecha i jest to jedyny święty, który nosi to imię; w świecie zaś chrześcijańskim jest czczony jako Adalbert, które to imię nosiło 9 świętych i 6 błogosławionych. W trzech krajach odbiera on cześć szczególną: w Czechach, w Polsce i na Węgrzech. W Czechach urodził się i był drugim z kolei biskupem Pragi, stolicy kraju; w Polsce poniósł śmierć męczeńską i tu spoczęły jego śmiertelne szczątki; Węgry nawiedzał kilka razy i miał udzielić sakramentu Bierzmowania św. Stefanowi, późniejszemu królowi.
Św. Wojciech urodził się ok. roku 956 w Libicach, w Czechach, u ujścia Cydliny do Łaby. Ojciec jego, Sławnik, był głową możnego rodu, spokrewnionego z dynastią saską, panującą wówczas w Niemczech, bowiem matka Sławnika, a babka św. Wojciecha miała być rodzoną siostrą króla Niemiec, Henryka I (zm, 936). Matka św. Wojciecha, Strzeżysława, pochodziła z niemniej znakomitej rodziny Przemyślidów, którzy wówczas rządzili państwem czeskim. Św. Wojciech był przedostatnim z siedmiu synów księcia Sławnika.
   Posiadamy aż trzy żywoty św. Wojciecha, spisane w jego czasach. Mało który święty może się tym poszczycić. Żywot pierwszy napisał ok. roku 999 w związku z kanonizacją Świętego prawdopodobnie Jan Kanapariusz, mnich opactwa benedyktyńskiego na Awentynie w Rzymie, na podstawie relacji świadków: bł. Radzima i Benedykta. Żywot drugi wyszedł z rąk św. Brunona z Kwerfurtu ok. roku 1002-1004 w dwóch wersjach - dłuższej i krótszej. Wreszcie w bibliotece w Tagernsee znaleziono opis śmierci męczeńskiej Świętego, napisany w Polsce, zapewne w wieku XI. Nadto o Świętym posiadamy dość obszerne wzmianki: w Kronice Thietmara oraz w Rocznikach kwedlinburskich i hildesheimskich. Około roku 1127 powstały słynne "drzwi gnieźnieńskie", na których zostało utrwalonych rzeźbą w spiżu 18 scen z życia św. Wojciecha. Wreszcie w latach 1260-1292 zostały spisane cuda św. Adalberta.
   Żywoty Świętego głoszą, że do stanu duchownego został św. Wojciech przeznaczony ślubem rodziców, kiedy zapadł w ciężką chorobę. Był to powszechny wówczas zwyczaj: upraszać u Pana Boga zdrowie dla dziecka zobowiązaniem oddania go na służbę Bożą. Wydaje się jednak więcej prawdopodobne, że Wojciech od dziecka został przeznaczony do stanu duchownego. Było bowiem również zwyczajem, że możne rodziny najstarszych synów przeznaczały do urzędów politycznych, a młodszych, by ojcowizny nie dzielić, przeznaczano do odpowiednio wysokich stanowisk duchownych - opatów czy też biskupów. W latach 1969-1971 odkryto w Libicach ślady drewnianej budowli zamkowej, połączonej zwyczajem galerią z kościołem. To świadczy, że dwór miał również swojego kapelana.
   W roku 968 papież Jan XIII, dzięki inicjatywie cesarza Ottona I, ustanowił w Magdeburgu metropolię misyjną dla nawracania Słowian zachodnich. Pierwszym arcybiskupem tegoż miasta został mianowany św. Adalbert (zm. 981), który poprzednio był opatem benedyktyńskim w Weissenburgu. Jego to opiece został oddany św. Wojciech w roku 972. Miał wtedy 16 lat. Na dworze metropolity kształcił się w tamtejszej szkole katedralnej przez 10 lat (972-981). Tam także otrzymał sakrament Bierzmowania. Z wdzięczności dla św. Adalberta przybrał sobie jego imię i pod tym właśnie imieniem jest znany w całym świecie, w hagiografii katolickiej. Św. Adalbert był znany rodzinie Sławników. Kiedy bowiem cesarz Otto I wysłał go jako opata klasztoru w Weissenburgu z misją na Ruś, po drodze zatrzymał się na dworze Sławnika, ojca św. Wojciecha, gościnnie przez niego podejmowany (961).
   Biografowie wspominają, że do św. Wojciecha dołączył się również później jego młodszy brat przyrodni, bł. Radzim. Ojciec hojnie zaopatrzył swoich synów. Mieli oni do swojej dyspozycji własną nawet służbę. Nauczycielem w szkole katedralnej był sławny uczony, Otryk, który prowadzoną przez siebie szkołę postawił na najwyższym poziomie. Jednak św. Wojciechowi najwięcej imponował sam arcybiskup, asceta i wzór gorliwego pasterza.
   Po śmierci św. Adalberta (zm. 981) Wojciech powrócił do Pragi. Pierwszym jego łacińskim biskupem był wtedy Dytmar, Niemiec z pochodzenia. Państwem rządził książę Bolesław II Pobożny. Wojciech miał wówczas 25 lat. Był subdiakonem i zaraz po powrocie do Pragi przyjął święcenia diakonatu oraz niebawem kapłaństwa. W styczniu 982 roku zmarł biskup Dytmar. Zjazd w Lewym Hradcu pod przewodnictwem księcia Bolesława wytypował na następcę Dytmara św. Wojciecha. Wszakże jego nominację musiał według panującego wówczas zwyczaju zatwierdzić cesarz Otton II. Ten zaś był zajęty wyprawą wojenną do Włoch. Dopiero więc w rok potem na sejmie w Weronie zatwierdził wybór św. Wojciecha na stolicę praską. Konsekrował go metropolita Moguncji, do którego wtedy należało biskupstwo w Pradze, św. Willigis (zm. 1011).
   Św. Wojciech wbrew powszechnie przyjętemu zwyczajowi nie objął diecezji w paradzie, manifestacyjnie, ale boso. Skromne swoje dobra biskupie przeznaczył na utrzymanie budynków i sprzętu kościelnego, na potrzeby własne i kleru katedralnego oraz na ubogich. Sam ich odwiedzał, wysłuchiwał ich skarg i dbał o ich potrzeby. Odwiedzał także więźniów. Zajął się z nie mniejszą gorliwością wykupem niewolników. Praga leżała na szlaku handlowym wschód-zachód. Handlem ludźmi zajmowali się wówczas Żydzi, dostarczając krajom muzułmańskim chrześcijańskich niewolników. Jeden z biografów pisze, że pewnej nocy miał św. Wojciechowi pojawić się we śnie Chrystus i taką skargę do niego skierować "Oto jestem znowu sprzedawany, a ty śpisz?". Scenę tę przedstawia jedna z rzeźb na drzwiach gnieźnieńskich.
   Pasterzowanie św. Wojciecha było bardzo trudne. Jak stwierdza św. Bruno z Kwerfurtu w jego żywocie, "duchowni żenili się jawnie". U możnych zaś wielożeństwo i małżeństwa z bliskimi krewnymi były na porządku dziennym. Nie liczono się ze świętami, jawnie łamano posty. Święty przekonał się naocznie, jak trafne były słowa biskupa Dytmara: "Niczego innego nie znają, jeno to, co palec szatański napisał w ich sercach". W takiej sytuacji, widząc beznadziejność swoich zabiegów, po pięciu latach rządów postanowił św. Wojciech opuścić niewdzięczną stolicę. Udał się więc do Moguncji i błagał swojego zwierzchnika, św. Willigisa, o poparcie u papieża, by go zwolnił z jego obowiązków. Metropolita uzależnił swoją zgodę od zgody papieża. Jan XV nie dał wprawdzie zezwolenia, ale zgodził się, by św. Wojciech na pewien czas pozostał w Rzymie i by w jego zastępstwie rządził w Pradze jego wikariusz. We Włoszech spotkał się Święty ze św. Nilem, który wówczas zażywał wielkiej sławy. Ten poradził Wojciechowi, by wstąpił do benedyktynów w Rzymie. Tak też Święty uczynił. W Wielką Sobotę roku 990 wraz ze swoim bratem przyrodnim, bł. Radzimem, złożył zakonną profesję. Wszystkie żywoty podkreślają, że obowiązki zakonne, nawet najniższe, pełnił z tak wielką pokorą, jakby od dawna był mnichem. A jednak św. Wojciechowi nie było dane zażywać w opactwie błogiej ciszy. Zmarł właśnie jego biskup pomocniczy, Falkold (zm. 992) i Czesi zażądali, by Wojciech do nich powrócił. Na interwencję Czechów św. Willigis natychmiast wysłał listy do św. Wojciecha i do papieża. Tak więc po trzech i pół latach Święty musiał powrócić do Pragi. Zabrał ze sobą kilkunastu benedyktynów i założył w Czechach, w Brzewniowie pod Pragą, nowy klasztor. W porozumieniu z księciem Bolesławem II św. Wojciech wprowadził dziesięciny dla budowy nowych, tak bardzo potrzebnych kościołów na utrzymanie duszpasterzy. Święty wysłał także do Węgier misjonarzy. Cierpliwie, ale wytrwale wprowadzał konieczne reformy. Wszystkie te poczynania zakończyły się jednak klęską z powodu wypadku, który na Świętego sprowadził katastrofę. Oto na dworze książęcym w Pradze pochwycono na cudzołóstwie kobietę z rodu Werszowców. Ta schroniła się w klasztorze benedyktynek przy kościele Św. Jerzego. Tam jednak wpadli siepacze, wywlekli ofiarę i zamordowali przed kościołem. Św. Wojciech rzucił na nich klątwę. Po czym ponownie opuścił Czechy i udał się do Rzymu. W akcie zemsty Werszowcowie napadli na Libice, rodzinny gród św. Wojciecha, i spalili go doszczętnie. Wymordowano czterech braci Świętego wraz z ich rodzinami. Działo się to 28 września 995 roku. Ocalał jedynie najstarszy brat św. Wojciecha, Sobiebór, który w tym czasie był poza granicami Czech. Wszystko to działo się już wtedy, gdy Wojciech był w Rzymie, ale o powrocie w takiej sytuacji do kraju nie mogło być mowy. Benedyktyni na Awentynie przyjęli Świętego bardzo serdecznie. Inaczej jednak zareagował arcybiskup Moguncji. Traktując go jako zbiega, poruszył niebo i ziemię, by zmusić św. Wojciecha do powrotu. W Pradze jednak wrzało. Siłą mógł jedynie cesarz wprowadzić do Pragi Wojciecha i zaprowadzić porządek. Nowy jednak cesarz, Otton III, nie kwapił się do tego bynajmniej. Św. Wojciech, korzystając z wolnego czasu, w pielgrzymce nawiedził groby św. Marcina w Tours, św. Benedykta we Fleury i św. Dionizego w Saint-Denis pod Paryżem. Wreszcie za zezwoleniem cesarza i swojego metropolity jesienią 996 roku udał się do Polski.
Św. Wojciech przybywa z misją do Prus.    Król polski, Bolesław Chrobry, przyjął św. Wojciecha bardzo życzliwie. Słyszał już o nim od jego brata Sobiebora, któremu udzielił schronienia. Bolesław chciał zatrzymać w Polsce św. Wojciecha jako pośrednika w licznych misjach dyplomatycznych. Kiedy jednak Święty stanowczo odmówił i wyraził chęć pracy wśród pogan, wtedy powstała myśl nawrócenia słowiańskich Wieletów (Lutyków). Trwała jednak w tym czasie wojna.
   Wobec tego powstała myśl wyprawy misyjnej do Prus. Bolesław Chrobry dał św. Wojciechowi jako osłonę 30 wojów. Św. Wojciech w towarzystwie bł. Radzima i subdiakona Benedykta Bogusza, który znał język pruski, wiosną 997 roku udał się Wisłą do Gdańska, gdzie przez kilka dni głosił Ewangelię Pomorzanom, a stąd wyruszył zapewne morzem do ujścia dzisiejszej Pregoły. By wyprawie misyjnej nie nadawać charakteru wyprawy wojennej, Święty oddalił rycerzy. To wszakże okazało się zgubne.

 

 

 

    Śmierć męczeńska św. Wojciecha.Niebawem bowiem tłum dzikich Prusaków otoczył misjonarzy i zaczął im złorzeczyć. Ktoś uderzył biskupa wiosłem w plecy tak mocno, że brewiarz wypadł mu z rąk. Święty widząc, że Prusacy ani słyszeć nie chcą o nowej nauce, postanowił zakończyć wśród nich misję i skierował się ku Polsce. Prusacy szli za nim. Nie udało się dotąd ustalić miejsca męczeństwa. Zwykle podaje się okolice Elbląga i Tękit. Dnia 23 kwietnia 997 roku w piątek o świcie uzbrojony tłum rzucił się na misjonarzy. Wśród wrogich okrzyków związano ich, a św. Wojciecha zawleczono na pobliski pagórek.
Tam pogański kapłan pierwszy zadał mu śmiertelny cios. Potem 6 włóczni przeszyło jego ciało. Odcięto głowę Męczennika i wbito ją na żerdź. Święty miał wówczas zaledwie 40 lat.
Chciwi łupu Prusacy wypuścili bł. Radzima i Benedykta z propozycją do króla polskiego oddania ciała św. Wojciecha za okup. Tak się też stało.

 

 

 

   Wykupienie ciała.Król sprowadził ciało do Trzemeszna, a następnie uroczyście do Gniezna. Cesarz Otton III na wiadomość o męczeńskiej śmierci przyjaciela natychmiast zawiadomił o niej papieża z prośbą o kanonizację Męczennika. Na żądanie papieża na podstawie zeznania naocznych świadków spisano protokół-żywot Świętego. Na jej podstawie papież Sylwester II w roku 999 uroczyście wpisał św. Wojciecha do katalogu świętych. Dzień męczeństwa (23 kwietnia) wyznaczył tenże papież jako coroczną pamiątkę jego święta. Wtedy również staraniem Bolesława Chrobrego i za protekcją cesarza Ottona III została utworzona metropolia w Gnieźnie, której patronem został św. Wojciech. W marcu roku 1000 Otton III odbył pielgrzymkę do grobu św. Wojciecha w Gnieźnie. Historycy podają dokładny jej przebieg. Bolesław przyjął i podejmował cesarza z niezwykłą okazałością. Wtedy też została uroczyście proklamowana metropolia gnieźnieńska z podległymi jej stolicami biskupimi-sufraganiami: w Krakowie, we Wrocławiu i w Kołobrzegu. Otton III opuścił Polskę, obdarzony relikwią ramienia Świętego, część jej składając w Akwizgranie, a część na wyspie Tybru w Rzymie, w obu miejscach fundując kościoły ku czci św. Wojciecha. Na prośbę prymasa polskiego, kardynała Augusta Hlonda, relikwia rzymska powróciła do Polski w roku 1928. Jest obecnie w skarbcu katedry gnieźnieńskiej. W Trzemesznie można oglądać relikwiarz w postaci urny, w którym również jest zachowana część relikwii Męczennika.
   W roku 1038 najechał Polskę książę czeski, Brzetysław, korzystając z chaosu, jaki panował wtedy w naszym kraju. Według kroniki czeskiego pisarza Kosmy, żyjącego 60 lat po tych wydarzeniach, miał ów książę zabrać z Gniezna relikwie św. Wojciecha i bł. Radzima, jak też Pięciu Braci Kamedułów Męczenników. Mają one tam po dzień obecny znajdować się w praskiej katedrze Św. Wita. Natomiast w katedrze gnieźnieńskiej można oglądać wspaniały grobowiec Świętego z jego relikwiami. Które z nich są więc autentyczne? Nie przeprowadzono dotąd ścisłych, naukowych badań. Roczniki Polskie z roku 1127 wspominają o znalezieniu głowy św. Wojciecha w Gnieźnie. Została umieszczona w bogatym relikwiarzu, który jednak skradziono w roku 1923.

Św. Wojciech w chwale nieba!   Św. Wojciech jest obok Matki Bożej Królowej Polski (święto 3 maja) i św. Stanisława Biskupa-Męczennika (święto 8 maja) głównym patronem Polski. Dlatego dzień jego rocznicy obchodzi się w naszym kraju w randze uroczystości. Nadto jest on głównym patronem archidiecezji gnieźnieńskiej oraz diecezji gdańskiej, koszalińsko-kołobrzeskiej i warmińskiej. Św. Wojciech należy do najpopularniejszych świętych w Polsce. Jego imię należy do często spotykanych. Liczba zaś wzniesionych ku jego czci kościołów i kaplic wynosi około 170. Kiedy w roku 1600 hetman Jan Zamojski odniósł zwycięstwo nad Wołochami, przypisywał je szczególnej opiece św. Wojciecha, gdyż miało ono miejsce w dniu przeniesienia jego relikwii (20 X). Jako podziękowanie za to zwycięstwo ofiarował do bazyliki gnieźnieńskiej pw. Wniebowzięcia NPM 95 zdobytych chorągwi. W roku 1113 Bolesław Krzywousty urządził pielgrzymkę pokutną do grobu św. Wojciecha w Gnieźnie, by wynagrodzić Panu Bogu za okrutne morderstwo, dokonane na swoim bracie, Zbigniewie: Z tej okazji sprawił dla relikwii św. Wojciecha złotą trumienkę, wykładaną perłami i drogimi kamieniami. W roku 1851 powstał wśród katolików warmińskich "Związek Św. Wojciecha", który miał za cel troskę o katolickie nauczanie i wychowanie, ograniczane przez protestancki rząd niemiecki.

 

 

   Wizerunki św. Wojciecha widnieją w herbach Trzemeszna i Radzionkowa. Krzyżanowski w Księdze przysłów wymienia aż 39 przysłów ludowych, związanych z imieniem lub świętem naszego Świętego. Popularność św. Wojciecha w Polsce ma swoje odbicie również w topografii. Aż 137 miejscowości w Polsce wywodzi swoją nazwę od imienia św. Wojciecha. W Gnieźnie co roku w uroczystość doroczną św. Wojciecha (23 IV) zbiera się przy grobie św. Wojciecha cały Episkopat Polski na uroczyste nabożeństwo. Coraz popularniejsze staje się sanktuarium św. Wojciecha również w jednej z dzielnic Gdańska, gdzie według podania miał Święty zatrzymać i nauczać Pomorzan.

 

 

 

źródło: Święci na każdy dzień, Wydawnictwo Salezjańskie, Warszawa 1998

 

 

LEGENDA O ŚW. WOJCIECHU

   Pomimo krótkiego pobytu świętego Wojciecha na ziemiach polskich, kult tego świętego, spotęgowany jego męczeńską śmiercią, rozpowszechniony był od najdawniejszych czasów w całej Polsce. Świadczą o tym liczne legendy, które zachowały się do dzisiejszych czasów. Najbardziej znaną jest legenda o orłach, które strzegły ciała świętego, po okrutnym zabójstwie przez Prusaków. Ogólnie znaną jest także legenda następująca: Król Bolesław Chrobry, dowiedziawszy się o męczeńskiej śmierci swego przyjaciela, posłał posłów do ziemi Prusaków, żądając wydania ciała biskupa. Prusacy zgodzili się na to, ale pod warunkiem, że król da im tyle złota, ile ważyć będzie ciało. Wielkie skarby włożone na wagę nie mogły zrównoważyć świętego ciała. Jakież jednak było rozczarowanie Prusaków, gdy grosz, rzucony na szalę przez przechodzącą niewiastę, tak przeważył, iż zdjąć trzeba było wszystkie drogocenne przedmioty z wagi, a grosz biednej niewiasty wystarczył na wykupienie ciała świętego męczennika.

   W okolicy Gniezna utrzymują się inne mniej znane podania. We wsi Budziejowie np. pokazują ogromny kamień, na którym miał stanąć św. Wojciech, głosząc słowo Boże. Gdy po męczeństwie św. apostoła chciano kamień ten sprowadzić do Gniezna, kilkadziesiąt wołów nie zdołało go ruszyć z miejsca.

   We wsi Goscieszynie pod Trzemesznem znajduje się kamień, na którym widoczne są ślady kół wożą, którym przejeżdżał św. Wojciech. Kamień ten znajduje się koło kościoła i jest ogrodzony, aby nie ulegał uszkodzeniu. Taka sama legenda odnosi się do trzech kamieni, znajdujących się przy kościele w Strzelnie.

   Św. Wojciechowi przypisują autorstwo starej pieśni na cześć Matki Boskiej: Bogu Rodzicy, którą rycerstwo polskie śpiewało, idąc do boju. Wrażenie, jakie pieśń ta wywiera, powieściopisarka polska Deotyma tak określa: "Wyobraźcie sobie wszystko, co muzyka posiada stalowych szczęków zwycięstwa i złotych okrzyków szczęścia, związane szybkim rytmem w jeden marsz triumfalny, a usłyszycie echo Bolesławowskich czasów".