Dzisiaj jest sobota, 18 Lis 2017
V Pielgrzymka rowerowa do Gniezna - dzień VII - 17.08.2017r.
piątek, 18 sierpnia 2017 23:56
Napisał: Administrator

Etap 7: Bydgoszcz - Kwidzyn. 103 km.
Po noclegu w nowoczesnym zespole szkół - Collegium Salesianum (panie - w świetlicy, panowie - w sali baletowej), śniadanie , przygotowania i w drogę. Po wczorajszym deszczowym etapie - prognoza na dziś jest obiecująca. Prawie wszystko zdążyło wyschnąć. Po opuszczeniu strefy rzeki Warty, pokonaniu rozlewisk Noteci i Brdy, dziś delektujemy się Wisłą.

Topolno - ukryte w małej wiosce Sanktuarium MB. Najpierw Godzinki (wg Gospodarza - od co najmniej 35 lat (tak długo jest tu proboszczem) żadna pielgrzymka nie śpiewała Godzinek!). Potem profesjonalnie przedstawiona historia tej świątyni. Górne Wymiary (taka nazwa następnej wioski, 2km wcześniej były Dolne Wymiary) - tu ks. Proboszcz czekał z kawą, po której odmówiliśmy w kościółku Różaniec i Anioł Pański i dalej w drogę. Jest fajna pogoda - chłodnawo i pochmurnie, niemalże bezwietrznie. Za to etap dzusiejszy jest z licznymi premiami górskimi. Praktycznie podjazd za podjazdem - zjazdy równie liczne, niektóre długie i strome (dwie serpentynki). Trochę spada tempo. W dodatku pod Grudziądzem komendę przejmuje etatowy przewodnik turystyczny.

Rowerowo - piesze zwiedzanie tego historycznego miasta, rośnie opóźnienie. Pierwsza przebita dziś dętka. 

 

Z Grudziądza, mocno już zmęczeni i spóźnieni mkniemy do Kwidzyna - znów podjazdy. Na pagórkowatej przełęczy przed miastem, niejednoznaczna komenda prowadzącego (komandor) i Gienek wywraca się (prawie fikołek). A propos Gienka wiezie poczas pielgrzymki podwójny bagaż duchowy: oprócz własnych intencji - taszczy intencje Janka Michalika. 

Kwidzyn, cel dzisiejszego etapu: tym razem goszczą na Franciszkanie. Michał, lat ok. 30 - (prawa i lewa ręka proboszcza - coś tak jak w Cidrach - Marian! tylko razy dwa), organizuje tu wszystko - kwaterunek, obiad, udział we Mszy św., powitanie przez proboszcza, logistyka, dzisiejszego i jutrzejszego naszego tutaj pobytu - a równolegle przyjmuje w domu parafialnym (gdzie mamy nocleg) dwie inne grupy lokalne. Cały czas z uśmiechem i wielkim sercem. W zamian chce tylko jednego - naszej modlitwy w Świętym Gaju w intencji jego mocno chorej żony..... Po Mszy św. - obiad (Kuba zaskoczył wszystkich - spałaszował nadzwyczajnie dużo i szybko). Potem zakupy na jutrzejsze śniadanie - magiczne słowo "pielgrzym" powoduje, że (w zwykłym sklepie) pani sprzedawczyni deklaruje, że 30 bułek posmarowanych i z wkładem będzie rano czekało na nas ....
Miało być 103km... a zrobiło się ponad 114 km, przy średniej 18,6 km/h. Najtrudniejszy etap z dotychczasowych - pod każdym względem. Jedna "pana", jedna wywrotka i jedno osłabienie. Amen.