Dzisiaj jest sobota, 21 Paź 2017
Wspomnienia różnych osób z wyprawy w miejsce kaźni o. Ludwika
Sługa Boży o. Ludwik Wrodarczyk OMI

Oto wspomnienia różnych osób, które wybrały się w pielgrzymkę do miejsca uświęconego życiem i śmiercią naszego kochanego o. Ludwika Wrodarczyka.

 

Wspomnienia p. Romana Kierasa - siostrzeńca o. Ludwika Wrodarczyka

W dniach 6-9 maja 1992 roku wraz z bratem ks. Ludwikiem Kierasem, kuzynem Franciszkiem oraz świadkiem tamtych dni, panem Leonem Żurem udaliśmy się na Wołyń śladami pracy duszpasterskiej Oblata Maryi Niepokalanej o. Ludwika Wrodarczyka aż po miejsce jego męczeńskiej śmierci w Karpiłówce, miejscowości obwodu sarneńskiego. Zaprosiły nas pani Anna Litwin oraz Larysa Rudyk. Jadąc drogą w kierunku Kodnia nad Bugiem myślałem, czy będąc na Ukrainie, która stawia pierwsze kroki ku wolności i demokracji tamtejszy lud jest w stanie nam zawierzyć i sercem pełnym zbratania pomóc nam w tej trudnej misji. Po noclegu u Ojców Oblatów w Sanktuarium Matki Bożej Kodeńskiej oraz mszy świętej, którą ofiarowaliśmy za owoce naszej wyprawy, skierowaliśmy się do granicy w Terespolu. Z pełnym bagażem darów dla dzieci z Czarnobyla i z różańcem w ręku udało nam się po wielu godzinach dotrzeć do granicy i z Bożą pomocą ją przekroczyć. Dnia 8 maja dotarliśmy do miejsca naszego zamieszkania, do pani Larysy Rudik w Borowem. Powitanie przyjęliśmy z wielkim zdumieniem. Cała wieś stała przy opłotkach z serdecznym uśmiechem. To, co miało być najtrudniejsze było już za nami. Bardzo szybko nawiązaliśmy kontakt dzięki tłumaczowi panu Leonowi Żurowi. Do późnych godzin nocnych omawialiśmy plan naszej wizyty jak i podjętych ważnych dla nas decyzji ze strony ukraińskiej. W następnym dniu byliśmy w Karpiłówce na miejscu męczeństwa o. Ludwika, rozmawialiśmy z wieloma świadkami tamtych dni, którzy dobrze pamiętali wujka. Jednak na temat śmierci jak i miejsca ewentualnego pochówku niewiele chcieli nam przekazać. Z zebranych informacji udało nam się ustalić, w jaki sposób kapłan został zamordowany. Informowano nas o różnych miejscach pochówku. Dzięki uprzejmości gospodarzy z Borowej, Netreby, Karpiłówki i Rokitna mogliśmy zwiedzić i zobaczyć założony przez wujka cmentarz, byliśmy na miejscu byłej świątyni pod wezwaniem św. Jana Chrzciciela (dzisiaj wielkie pole kołchozu).Na pamiątkę zabraliśmy z tamtego terenu belkę poprzeczną z krzyża grobów, w których wujek pochował swoich parafian, kamień z fundamentów kościoła w Okopach oraz kilka roślin, które prawdopodobnie zasadził kiedyś na cmentarzu o. Ludwik. Zwiedziliśmy też sale koncertową w Rokitnie, która została przebudowana z dawnego kościoła. Pomimo wszelkich starań,( użyto nawet sprzętu koparkowego) nie udało nam się wtedy ustalić miejsca pochówku o. Ludwika Wrodarczyka. Mimo tego jesteśmy bardzo zadowoleni z wyprawy. Wiemy gdzie i w jaki sposób poniósł śmierć męczeńską, wiemy też, kim był dla tamtejszego ludu ukraińskiego, polskiego, żydowskiego a nawet rosyjskiego nasz radzionkowski duszpasterz, członek rodziny Wrodarczyków - Ojciec Ludwik Wrodarczyk. 

 

Wspomnienia o. Józefa Niesłonego OMI - superiora Klasztoru Misjonarzy Oblatów Maryi Niepokalanej w Lublińcu    /z listu do Towarzystwa Przyjaciół Misji Oblackich/

W czerwcu 2001 r. papież Jan Paweł II jako pierwszy papież przybył z pielgrzymka apostolską na Ukainę. Odwiedził Kijów i Lwów. We Lwowie, liczącym dzisiaj 830 tyś. mieszkańców, w stolicy dawnej Galicji, papież przebywał trzy dni, od 25 do 27 czerwca. Jan Paweł II modlił się we lwowskiej katedzrze katolickiej i ormiańskiej, miał spotkanie z młodzieżą oraz przewodniczył Mszy św. na hipodromie dla wyznawców Kościoła Rzymsko-Katolickiego i Greko-Katolickiego.

Na spotkanie z Papieżem pojechała Pielgrzymka z parafii św. Wojciecha z Radzionkowa wraz ze tamtejszym Ks. Proboszczem oraz O. Józefem Niesłony OMI, superiorem Klasztoru Misjonarzy Oblatów Maryi Niepokalanej w Lublińcu.

Z prarafii św. Wojciecha w Radzionkowie pochodził męczennik za wiarę i kapłaństwo O. Ludwik Wrodarczyk, Oblat Maryi Niepokalanej, który poniósł śmierć męczeńską 7 grudnia 1943 roku w Karpiłówce, na terenie przedwojennego powiatu Rokitno. Celem pielgrzymki z Radzionkowa oprócz spotkania z Papieżem było dotarcie do miejsca męczeństwa O. Wrodarczyka i ewentualne spotkanie z ludźmi, którzy byli świadkami tego męczeństwa.

W niedzielę 24 czerwca, o godz. 8.00. wyjechaliśmy autokarem ze Lwowa do Karpiłówki. Po drodze mijaliśmy miasta: Równe i Sarny. W Rokitnie, w kościele katolickim prowadzonym przez Księży Pallotynów, o godz. 15.00 odprawiliśmy Mszę św.. Uczestniczyło w niej takze kilku miejscowych starszych ludzi, zaś w kościele na kartkach była modliwa w intencji beatyfikacji O. Ludwika Wrodarczyka. Jeden z miejscowych mężczyzn służył nam jako przewodnik do odległej o 20 km. Karpiłówki. Cała trasa ze Lwowa do Karpiłówki wynosiła 380 km. w jedną stronę. Karpiłówka do duża wioska. Na ulicach można było zobaczyć wielu dorosłych, młodzieży i dzieci. Pojawienie się autokaru wzbudziło wyraźne zainteresowanie. Po długim poszukiwaniu miejsca męczeństwa O. Ludwika i osób, które mogły znać szczegóły tego męczeństwa wskazano nam na pewną osobę.

Była to 80-letnia staruszka. Mieszkała z mężem i zamężną wnuczką oraz prawnuczkami. Okazało się, po przeciwnej stronie wiejskiej drogi mieszkały także dwie jej siostry, które kilka lat temu zmarły. Staruszka bardzo szczerze odpowiadała na stawiane jej pytania. Powierdziała, że była świadkiem męczeństwa księdza katolickiego z pobliskich Okopów.

Potwierdziła, że tamtej nocy przyprowadzono go do ich domu. "I co mogliśmy zrobić, co my byliśmy winni, że go tutaj przyprowadzono". Potwierdziła, że O. Wrodarczyk był związany, że był torturowany i męczony w pokoju starego domu, który od kilku lat już nie istnieje.

Wskazała na miejsce jego męczeństwa. "Tutaj, w tym miejscu, gdzie był stary dom, gdzie była izba, był umęczony, potem, za domem, gdzie było nasze pole, był zakopany. Nie mogę jednak powiedzieć w którym dokładnie miejscu był zakopany, bo po wojnie zabrano nasze pole na kołchoz i już nikt nie może wskazać jego grobu". Staruszka wzkazała, że miejsce jego grobu znajduje się niedaleko za ich domem.

Na miejscu męczeństwa O. Wrodarczyka jest coś w rodzaju małego ogródka, a na środku jakby usypany z ziemi grób. Zrobiło to nas wielkie wrażenie.

W tym miejscu, setki kilolmetrów od rodzinnego Radzionkowa, kilka kilometrów od swojej parafii, w Wigilię Uroczystości Niepokalanego Poczęcia Matki Bożej, umierał w strasznych męczarniach, jako dobry pasterz, kapłan, pierwszy i ostatni proboszcz parafii Okopy, Oblat Maryi Niepokalnej O. Ludwik Wrodarczyk OMI.