Dzisiaj jest niedziela, 19 Lis 2017
Gniezno - dzień IX - 26.08.2014r.
środa, 27 sierpnia 2014 13:12
Napisał: Administrator

Po opuszczeniu Lututowa, w roszącym deszczyku, w pelerynkowych nastrojach, przy akompaniamencie szumiących drzew mkniemy do Raczyna. Do celu dzisiejszego - najdluższego etapu (81km) - zostało 64km. Teraz u św. Tekli w Raczynie, przy zabytkowym, zamkniętym na cztery spusty kościele, odmówiliśmy Różaniec. Za chwilę Ewa dzwonem kościelnym da sygnał do odjazdu.

 
 
 

Dzwony św. Tekli.

 
 

Rudy. 9 km do ks. Lucka. Dzwonił kilkanaście km temu, że kucharka już warzy obiad. My teraz spożywamy posiłki regeneracyjne. Henio rozdaje deserowe "krówki". Za 10 minut Anioł Pański w kościele. Potem w drogę przez Przycłapy do Mierzyc.

 
 

Mierzyce. Niespełna połowa 9. etapu. Po powitaniu w kościele św. Katarzyny udajemy się na plebanię (u nas na to godają probostwo). Teraz dziewczyny szykują podwieczorek, który będzie po obiedzie u ks. Lucka. Chopcy godają (to jedyna okazja dla ks. Lucka, aby przypomnieć sobie godka śląsko ), o Cidrowych sprawach. Jest to czas klachanio o Wos, bo ks. Lucek pyto sie ło wszysko. A my niy momy zamiaru nic ukrywać. Tu na plebanii mogymy se pomacać wszysko - łobrozki, figurki i inksze zabytki. Mogymy se pobuszuwać i w lodówce. Zista jus jes pożniynto na rowne konski. Teraz łyżeckom polizanom przez kożdego fyrlomy w szolkach z herbatom - bo prziśli my z zimnego dworu. Zaro przijedzie katering z łobiadym. Kościół jest jasny, choby łodnowiony boł wcora. Cheblaniu niy ma końca. Musa na kwila sztopnońc, bo zacyno sie łobiod.

 
 
 
 
 
 
 
 

Działoszyn pokonany. Kapliczka na szczycie Raciszyna wyznacza nasz krótki postój. 25 km do Kamyka. Ze względu na "mżawkę" nie jechaliśmy pięknym łukiem Warty, lecz przez słynny z XVII w. most w Toporowie.

 
 
 

Miedźno. 9km do Kamyka. Po drodze awaria łańcucha. Droga bardzo niebezpieczna. Na razie Anioł Stróż ma pełne ręce roboty. Lekko rosi. Chłodno. W Miedźnie miała być Msza o 17.00. Ludzie przyszli ale ksiądz - nie i poszli do domu.

Kamyk. Koniec 9.  (najdłuższego - 82km) etapu. Mieszkamy w oratorium (nie mylić z sanatorium) św. Jana Bosko. Jest to hotel typu spartańskiego. Materace już nadmuchane (podgrzewanym powietrzem). Teraz trwają przygotowania do kolacji - piloci już rozpalili grila. Wuszty już skwarczą, a uczestnicy rozradowani dzisiejszymi emocjami mają pół godziny na doprowadzenie się do ładu. Potem zwiedzanie metropolii Kamycznej- i aaa, kotki dwa....